Już od małego lubiłam przebywać w warsztacie mojego ojca. Nie mam pojęcia skąd wzięło się u mnie to zainteresowanie, tym bardziej ze jestem dziewczyną. Tak po nitce do kłębka zrodziła się moja pierwsza życiowa pasja. Najbardziej w warsztacie upodobałam sobie wiercenie. Mój tata posiadał w warsztacie rozmaite sprzęty, urządzenia a także maszyny. Szczególnie w pamięci utkwiły mi wiertnice. Do mnie należała niewielka, koloru niebieskiego wiertarka ręczna. Za jej pomocą wierciłam dziury niemalże we wszystkim, w czym tylko się dało. Muszę przyznać, iż nie za bardzo podobało się to mojej mamie, która starała się zniechęcić do tych jakże męskich zajęć a zamiast nich wpoić miedzy innymi gotowanie. W warsztacie znajdowały się także dwie duże wiertarki stołowe, przy których pracował mój tata a ja miałam zakaz zbliżania się. Nie były to już niewinne urządzenia manualne a półautomatyczne maszyny. Na szczęście już zawczasu nabrałam zniechęcenia do automatyki także żadna potężna wiertnica mnie nie interesowała.